Nagły imperatyw, który rodzi się w podróży przez Europę, z Francji, przez Włochy i Austrię, każe mi zapisywać wrażenia i myśli. Dla Was, już teraz.

Wczoraj i przedwczoraj jechaliśmy w strugach deszczu. Mediolan łaskawie na chwilę puścił smugę światła, dzięki której dotarłam w miarę sucha do Pinacoteki Brera, by morandi-Natura_morta-00zobaczyć znów wzruszający renesans i ku mojemu zaskoczeniu Morandiego, Braque’a i Picassa.

Czytam Czapskiego patrząc na wspaniały krajobraz Alp, myślami błądzę przypominając sobie na przemian Prowansję z zeszłego tygodnia, a wraz z nią Matisse’a i Cezanne’a, oraz pełnych zaskoczenia i nowych przeżyć uczestników warsztatów. Ale też błądzę myślami w przeszłości, przypominając sobie poprzednią moją wizytę w Brera, lata temu.

Widzę, wspominając, w jaki sposób i gdzie urodziła się w moich myślach Iluminatornia, choć nie wiedziałam wtedy dokładnie że o nią mi chodzi.

Czytam Czapskiego, podziwiam w jaki sposób pisze o Matissie, i wiem że to on mnie wychował, nauczył, ukształtował. Nawet wieloletnia przerwa w czytaniu go – nic nie zmieniła. Wzmogła tylko uczucie zaskoczenia, że oto znów spotkałam dawnego przyjaciela, który wyjaśnia mi tajniki sztuki i życia. Czapski, czy Matisse?

Chyba i jeden i drygi wpłynęli na moje rozumienie sztuki, i to oni są „dziadkami” Iluminatornii.

I jeszcze jedno wspomnienie. Siedzimy z Eweliną, moją przyjaciółką w bibliotece w Lublinie, z albumami o sztuce. Studiujemy coś innego, ale Ewelina prosi mnie o opowiadanie o sztuce. Obie skręcamy wciąż w świat obrazów, ja co dopiero obroniłam dyplom na Grafice w Krakowie. Ewelina pyta mnie jacy malarze byli i są mi bliscy, którzy z nich mnie pociągają. Wyjmujemy z półek reprodukcje Vermeera, Gauguina, Matisse’a. Ale też pojawia się Velazques, Rembrandt. I tutaj nagłe olśnienie, widzę fascynację, zaskoczenie, światło w jej oczach. Wiem, że potrafię przekazać moją miłość do sztuki komuś drugiemu. Że to może być jeszcze czyjeś, nie tylko moje.

Wspomnienie. Wizyta w Brera, także  z Eweliną, po latach, w wakacje, wyprawa po muzeach Włoch, Florencja, Mediolan, Wenecja, Arezzo. Po raz pierwszy wszystko widzę na żywo. Nadzwyczajne malarstwo Średniowiecza, wspominam iluminowane księgi, widzę Giotta, Fra Angelico, renesans Pierra della Francesca.  Potem oglądamy jego retrospektywna wystawa czasowa w Arezzo. Podziwiamy krajobraz obecny tutaj na żywo. Ten sam co w obrazach Pierra kolor i światło.

Sztuka współczesna w Wenecji, z kolekcji Guggenheima, ale też nagłe, niespodziewane zachłyśnięcie się barokiem: Tintoretto, Veronese, Caravaggio. W kościołach, nie w muzeach, sytuacja wcześniej nie do pomyślenia.

Kiedy przypominam sobie tamte zachwyty i przekazywanie pasji, wiem, że to te chwile stały się początkiem marzenia, dziś spełnionego, o opowiadaniu i uczeniu sztuki, która może stać się dostępna dla każdego. I o wspólnym tworzeniu.

13321979_1050791231667608_7204207967464036480_nA teraz? Prowansja i malarze Francuscy. I razem ze mną ludzie z przeróżnych środowisk, o bardzo różnych zainteresowaniach. Jesteśmy razem w poszukiwaniu wzruszenia sztuką. Czy to możliwe? Czy możliwe jest wspólne malowanie inspirowane malarstwem postimpresjonistów? Nawet wtedy kiedy trzyma się pędzel pierwszy raz w dłoni?

Cezanne-1-1024x683(pp_w740_h493)Jesteśmy razem, malujemy, uczymy się razem. Opowiadam o Chagallu, o Matissie, o wielkim Cezannie. Dotykamy przedmiotów  jego pracowni, widzimy dzbanki, naczynia które malował, okno przez które oglądał świat. Potem razem idziemy na wzgórze za jego pracownią, z którego malował górę św. Wiktorii, wiele razy o różnych porach dnia.

DSC_9230Szkicujemy. Ta powtarzalność, medytacja nieruchomej góry przez Cezanne’a fascynuje i pociąga, budzi respekt. Pozostaje wrażenie, że swoim malowaniem rzeczywiście stawiał najważniejsze egzystencjalne pytania.

Jesteśmy razem u Matisse’a, tam gdzie mieszkał, to niewielkie muzeum, mała kolekcja, ale pokazująca warsztat artysty, szkice, przygotowania, i też duże niedokończone obrazy. A na koniec dzieło jego życia – projekt kaplicy w Vence. Surowe, mocne linie, kształty, nowoczesna, syntetyczna linia, esencja idei postaci, wyrażona w kresce duchowość. Bez przegadania.

Nie jedziemy do Vence, za dużo punktów w naszym programie, zobaczymy na żywo to niezwykłe miejsce w przyszłym roku.

Muzeum Matisse’a trochę mnie rozczarowuje, chciałbym jego malarstwa więcej i więcej, Chciałabym do niego przekonać, wyjaśnić, pokazać geniusz. Mam wrażenie, że toczę jakąś walkę, obronę prawdziwej sztuki.

matisse3Cieszę się, bo na końcu słyszę: „Na początku myślałam, że proste formy figur to osobliwa nieumiejętność Matissa, a tymczasem teraz widzę, że jest odwrotnie: to jego nadzwyczajne doświadczenie, umiejętność upraszczania skomplikowanej formy”. Tak!

Po warsztatach, wracając przez Mediolan wstępuję do Brera. Przypomnienie tamtej wizyty, jedynej, pierwszej, niezwykłej. Już tak nie widzę jak kiedyś. Już się nie da powtórzyć tego pierwszego poruszenia. Znów oglądam szybko, zatrzymuję się tylko przy ulubionych: della Francesca, Mantegna, Rafael, Veronese, El Greco, a potem witam zaskoczona starych znajomych – tych współczesnych. Wyrazisty Picasso i łagodny, wytonowany Morandi.

I jeszcze Aix. Weszliśmy do drugiego muzeum, Granet XXe, nieco niespodziewanie, bo było w cenie pierwszego muzeum, gdzie oglądaliśmy Cezanne’a. I tam zaskoczenie: nieznany mi wcześniej Van Gogh – kwiaty, wyraziste. Mocny Picasso – „Pocałunek”. Mały portret Gauguina, piękna, delikatna twarz kobiety, Klee – jego prostokąty gęste jak dachy miasta. Sonia Delaunay i jej kolorowy portret młodej dziewczyny. Monet, nigdy wcześniej nie widziany.

PIcasso-Gallery-Granet-XXe-Aix-en-Provence-France-800x999    Leicester-Square-by-Claude-Monet-Granet-XXe-Aix-en-Provence-France-800x966Bouquet-of-Flowers-by-Van-Gogh-Granet-XXe-Aix-en-Provence-France            Finlandaise-Sonia-Delaunay-Granet-XXe-Aix-en-Provence-France

Wzruszenie, radość, tyle dobrej sztuki dla nas. Chodzimy wszyscy w zachwycie. Mam najlepsze z możliwych towarzystwo, komentuję, wyjaśniam, w oczach widzę pasję, zachwyt, pytania, własne odkrycia. Tak. Jestem tu gdzie chciałam być, robię to, co chciałam robić. Sztuka i wspaniali ludzie.

Jedziemy przez Europę, zmienia się krajobraz, przestaje padać deszcz, odczuwam niemal fizycznie przeźroczystość powietrza i czuję majowy wiatr we włosach. Otwarte szyby samochodu. Intensywność zieleni.

Alpy już za nami. Przed nami Czechy, a w pamięci, myślach przenikliwy Matisse i niezwykle spostrzegawczy wrażliwy Czapski w swoich tekstach, które czytam. Mam poczucie jakby jechał z nami autem i wyjaśniał wszystko. Kolejna podróż ze sztuką. Dobra podróż. Najlepsza.

PS.

Do zobaczenia w Toskani, w Akademii Iluminatornii, na wernisażu. Do zobaczenia za tydzień w Klubie Iluminatornii. I na sesjach indywidualnych w mojej pracowni!

I na wspaniałym letnim warsztacie „Pisz i maluj”, który w lipcu prowadzimy razem z Marią Kulą z Perypetii.

Dziękuję Wam że jesteście, malujecie, piszecie, czytacie!